<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="To ju dycha lat?"> 
<author_1=Wiech>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="7">
<date=1954-07-25>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
- No i patrz pan, panie Krlik, jak ten czas leci, zdaje sie czowiekowi, e to wszystko byo wczorej, a to ju dycha lat temu nazad jak szkopy zaczli wysiada. A my Polskie Ludowe, na razie skromne, takie wicej prowincjonalne, w miecie Lublinie emy sobie zaoyli, bo w Warszawie faszystowska nawaa, taka j w te i nazad, mocno sie na nasz jeszcze odgrywaa.
- Ja, jak pan masz zaszczyt wiedzie, wasnorcznie tego nie przeywaem, bo jak raz w wojsku em sie znajdowa i Lublin osobicie zajmowaem ze swoj bateri. Jak sie stolica do Warszawy przeniesa, ju pod Berlinem byem.
- To pan sie tam chyba na Hitlerze odegra?
- Spokojna gowa. Uwaasz pan, co wezme na much, to mwi sobie: To za Nowy wiat  i trzask go w migda!  To za Kanonie  i lu jak w bben! To za Ho, za Wspln, za Krucz.
- A za krla Zygmonta odegrae sie pan?
- Wiadomo, pomniki szli osobno!
- Ale zaniem ecie ich zaczli tam w Berlinie omota, dali nam w Warszawie kataru, dali. Najgorsze byli te apanki, mocno trzeba byo kompinowa, eby sie nie da zachachmci, bo w takiem wypadku czapa grozia, albo Owicim.
Ale przy warszawskiej smykace mona byo czasem balona z panw w blaszanych kapeluszach wystruga. Pamitam raz szlimy ze szwagrem Nowem wiatem i od razu zielono nam sie w oczach zrobio. Patrzem a tu budy naokoo stoj i, andarmi gracuj ludzi jak swoich. Cafn sie ju byo za pno, znakiem tego poniewa wiedziaem e andarmi pijanych sie fatalnie boj, zaznaczam do braciszka ony:
	Maniu taczaj sie jak by by zagazowany w koyskie!
Szwagier sie posucha i balansujem prosto przed siebie. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
